Alfred Zajdorf „Nie święci…”

Alfred Zajdorf „Nie święci…”

Luty 1940 roku. Dworzec w Warszawie. Na oczach Alfreda Zajdorfa, wówczas jedenastoletniego żydowskiego chłopca, hitlerowcy dokonują egzekucji jego ojca. Zrozpaczonego i zagubionego sierotę ratują Polacy.
Wspomnienia Alfreda Zajdorfa są świadectwem swoistego wtapiania się w okupacyjną rzeczywistość ówczesnej Warszawy, przyspieszonego dojrzewania, nabywania umiejętności kamuflażu. Autor z fotograficzną precyzją opisuje życie warszawskiego półświatka misternie powiązanego z okupantami, kolaborantami i polskim podziemiem niepodległościowym. Nie brakuje też opisów haniebnych praktyk szmalcowników, ludzi bez skrupułów żerujących na nieszczęściu Żydów ukrywających się w Warszawie.

Zatrzymaliśmy się przed wejściem do sklepu szkopów. Bąk zerknął na mnie i weszliśmy do środka. Trudno było dostać się do lady. Przylepiłem się do starszego faceta, który tłumaczył coś po niemiecku sprzedawcy. Po chwili sprzedawca odszedł na zaplecze i wrócił ze sporą paczką. Facet sięgnął ręką do bocznej kieszeni marynarki, wyciągnął portfel, a z niego plik banknotów i podał sprzedawcy pieniądze. Portfel z gotówką schował do prawej kieszeni marynarki i z paczką pod pachą pchał się do wyjścia. Ja za nim. Odszukałem wzrokiem Bąka – stał przy jakiejś blondynie i coś jej klarował. Zrozumiał, o co mi chodzi, i dał nura do drzwi. Po wyjściu ze sklepu facet wsiadł do czarnej limuzyny i odjechał, my zaś poszliśmy w kierunku Chmielnej. Połów był udany.

A teraz usiądź, Bąk, bo wykitujesz na stojąco, jak ci opowiem. Przyjeżdża trójka cywilnym osobowym samochodem. Jeden starszy facet, jakaś wyższa ranga, chudy, chodzący szkielet, dwaj młodzi oficerowie, zielone mundury z czarnymi wyłogami. Wchodzą do pokoju razem. Obsługuje ich aż pięć panienek, zawsze te same. Okna zasłonięte grubymi, bordowymi kotarami, stół zastawiają własnym żarciem i piciem. Każą palić dużo świec, […] gra patefon, jakaś dziwna, nieznana mi muzyka, siadają do stołu i zaczyna się zabawa. […] Panienki nagie, w rzędzie, każda z zapaloną świecą w ręku. Starszy i jeden z tych młodszych rozebrani do naga leżeli obok siebie. Trzeci […] stał nad nimi w rozkroku i lał ich batem.
Czemu Bąk się nie zjawia, czy idiota nie wybrał się sam do getta? Zacząłem się denerwować, dochodziła godzina dziewiąta. Byłem szczęśliwy, że Weronika o nic nie pyta. Zaniepokoiła mnie wizyta księdza Stefana – długo ze mną rozmawiał i bacznie mi się przyglądał. Zna Kudłacza i Rudego, wie, że są na wsi. Nawet wie u kogo. Ta rozmowa między nim a Weroniką i te słowa, że jak wujek wróci, wszystko się załatwi. Muszę pogadać o tym z Bąkiem. Coś tu zaczyna być nie tak […]

Śniło mi się, że nasz dom jest pełen ludzi, a nie ma w nim nawet kruszyny chleba, ani śladu jadła. Wszyscy byli spragnieni i głodni, błagali o jeden kęs. Krwią pisałem list do Pana Boga o chleb. […] W moich oczach z głodu pojawiły się plamy: szare, brunatne, czarne i czerwone. Lepiej tego snu nie oglądać… Ktoś komuś obżerał ciało. Stare, młode, młodziutkie sterczały żebra objedzone do czysta […]

Zysk i S-ka Wydawnictwo, 2011
Redaktor prowadzący: Katarzyna Lajborek-Jarysz
Redakcja: Witold Kowalczyk / BLURB Pracownia edytorska
Projekt okładki: Agnieszka Herman
Opracowanie graficzne i techniczne: Jarosław Szumski